"Oznakowanie opakowań symbolem „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu” jest wspólną inicjatywą browarów zrzeszonych w Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie: Kompanii Piwowarskiej SA, Grupy Żywiec SA, Carlsberg Polska SA oraz Royal Unibrew Polska Sp. z o.o., reprezentujących ponad 90% rynku piwa w Polsce. Browary te podpisały „Porozumienie” regulujące zasady stosowania symbolu „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu” na opakowaniach piwa."
I z jednej strony mamy Bareję, łódki Bols, piwo bezalkoholowe i inne sposoby zagrania zakazom i nakazom wymuszanym i egzekwowanym przez państwo na nosie,, z drugiej strony jest świetnie przemyślana akcja marketingowa. Dokładnie tak - marketingowa, bo na przykład moją sympatię zdobyli tą akcją z miejsca. Za kampanią idzie dodatkowo akcja informacyjna, bajka. I tak sobie myślę, że ludzie zwolnieni z większej liczby zakazów i nakazów niż te dotyczące umieszczania ogromnych napisów na paczce papierosów nie zamieniłaby się w zdegenerowany motłoch. Powiedzmy, że zniesiony został obowiązek edukacji. Wątpię, żeby któryś z moich znajomych nie posłał swojego dziecka do szkoły, nawet gdyby nie musiał. Powiedzmy, że już nie trzeba jeździć samochodem z włączonymi światłami w ogóle, nie tylko w dzień - założę się, że i tak nikt nie jeździłby bez zapalonych świateł po nocy. To są przykłady, które powinny trafić mniej więcej do każdego. Podejrzewam, że gdybym wspomniał o zlikwidowaniu ZUSu i jego pochodnych to już nie przeszłoby gładko. Mojej babci musiałem to udowadniać na kalkulatorze i mimo tego, że mi nie uwierzyła to uwierzyła w końcu liczbom na ekranie. Dawno mnie tak zwrot "o kurwa" nie rozbawił. I tak jak browary potrafiły dogadać się między sobą bo to się opłaca, tak większość ludzi poradziłaby sobie z gospodarowaniem własnym życiem. A gdybyśmy w końcu wychowali sobie społeczeństwo świadome tego, że to oni decydują. I to tak realnie decydują - o swoim życiu. Pójście raz na 4 lata do najbliższego komitetu wyborczego, wrzucenia kartki z zakreślonym nazwiskiem nie zmienia w gruncie rzeczy u nas niczego konkretnego. Jasne, że detale się zmieniają - raz jest układ, raz go nie ma, raz wałęsa jest bohaterem, raz agentem, raz jaruzelskiemu zabiorą emeryturę, raz nie zabiorą, ale w gruncie rzeczy to doszliśmy do punktu, w którym trzeba zmienić konstytucję, żeby wprowadzić euro. Oczywiście, nie zdziwiłbym się gdybyśmy w końcu wprowadzili euro bez żadnych zmian w dokumentach, tylko tak w stylu polskiej polityki - na lewo. Traktat lizboński podpisaliśmy, ustaliliśmy datę z którą wchodzi w życie i... nikt nie pomyślał, żeby wydrukować aktualną wersje Dziennika Ustaw na czas - formalnie, traktat w życie nie wszedł wtedy kiedy politycy zadeklarowali, że wejdzie. Z walutą Euro sprawa jest o tyle ciekawa, że nasz Złoty jest walutą polską od czternastego wieku. Zaczynał jako nazwa zwyczajowa złotych dukatów, a nazwa zwyczajowa, gdyby tak się zastanowić jest niczym innym jak demokratycznym wyborem. Uznaliśmy, że na złote monety będziemy mówić złote i oprócz tego, że wychodzi tu nasz brak polotu jeśli chodzi o nazewnictwo, to pozbywanie się tej waluty na pewno kończy jeden z ważnych rozdziałów w tej książce. Euro do tego jest chyba najniebezpieczniejszą z walut, bo nie jest emitowana w jednym miejscu. Wątpię, żeby takie rzeczy przeszły gdybyśmy sobie to społeczeństwo wychowali tak jak pisałem to wyżej. Gdyby ludzie zaczęliby być na tyle świadomi, z biegiem lat wrócilibyśmy do standardu złota. Niepopularny pomysł na koniec, wiem. Żeby skończyć czymś mniej kontrowersyjnym zacytuję Jeffersona:
"Jeśli naród oczekuje, że może być jednocześnie pozbawiony rozsądku i wolny w państwie o rozwiniętej cywilizacji, to oczekuje czegoś, co nigdy się nie zdarzyło i nigdy nie nastąpi."
P.S: http://www.sfora.pl/Kobiety-cierpia-przez-rownouprawnienie-a15921
P.S: http://www.sfora.pl/Kobiety-cierpia-przez-rownouprawnienie-a15921
0 komentarze:
Prześlij komentarz